sobota, 5 marca 2016

22. Podsumowanie: luty 2016

Andaz (1994)
Nauczyciel Ajay Saxena trafia do nowej szkoły. Uczniowie są wyjątkowo nieznośni i prześcigają się w coraz bardziej wymyślnych żartach. Wśród nich jest Jaya, której nauczyciel szybko wpada w oko. Ajay nie chce angażować się w związek z uczennicą, ponieważ już dawno postanowił, że ożeni się z dziewczyną z sierocińca, której odmieni życie. Jaya rzuca szkołę, mając nadzieję, że Ajay zmieni zdanie, ale wtedy w jego domu pojawia się świeżo upieczona żona - Saraswati. Sierota skończyła naukę po pięciu klasach, nie umie czytać, pisać, gotować ani nawet śpiewać. Jaya postanawia jej pomóc, aby stała się żoną wartą swojego męża, a wtedy będzie mogła odejść z ich życia.

Jak ja tęskniłam za oldskulami.
Pierwsze 30-40 minut, czyli część szkolna ze wszystkimi żartami i nieporozumieniami z liścikami miłosnymi była męcząca, chociaż Anil w nauczycielskich sweterkach i okularach oraz Karisma w kucykach wyjątkowo uroczy. W sumie całkiem przyjemnie oglądało się wyszczekaną Jayę i Ajaya zapierającego się przed jakimikolwiek uczuciem do uczennicy.
Myślałam, że skończą jednak razem, ale miłość była tylko jednostronna, a w życiu Ajaya pojawia się żona - w tej roli jak zwykle cudowna i zwariowana Juhi. No to pozostało tylko pytanie, która z nich zginie i poświęci się dla szczęścia drugiej. Im dalej w film, tym byłam coraz bardziej pewna, że to będzie Jaya i w sumie było mi jej szkoda. Tak zakochana, a jednak potrafiła zaakceptować Saraswati, uznała ją za siostrę, nauczyła wszystkiego. Powinna dostać drugą szansę na miłość, bo udowodniła, że była szczera i nie zazdrościła małżeńskiego szczęścia rywalce.

Wątku terrorystów i bomby mogłoby nie być, straszny zapychacz, ale już w połowie domyśliłam się, że jest tylko po to, by mieć jak zabić jedną z bohaterek.
Ale przynajmniej Anil miał się z kim pobić. Najbardziej podobała mi się walka w jadącym autobusie z uczniami, gdy tak śmiesznie zaakcentowano, jak ten niepozorny nauczyciel zdejmuje zegarek, okulary i staje się zabijaką. :D

Anil w oldskulach raczej kojarzy mi się z rolami chłopców ulicy, drobnych złodziei, pełnokrwistymi zabijakami właśnie, a tu taki spokojny nauczyciel z okularami na nosie, noszący zabójcze sweterki. Już sam jego wizerunek ubawił mnie niezmiernie. Miła odmiana, zresztą uwielbiam jego oldskulowe wcielenia.
W ogóle to mocno niedoceniany aktor lat 90', a jego filmy w parach z Madhuri czy Sridevi są kultowe. Szkoda, że w ostatnich latach bardziej poszedł w komedie, ale niestety nie ma dla niego ról.

Juhi to moja druga ulubiona aktorka po Madhuri, ale muszę przyznać szczerze, że zdecydowanie przyćmiła ją tu Karisma. Może dlatego, że nie bardzo było co wycisnąć z niedouczonej Saraswati z sierocińca.
Jaya dała się poznać od początku. Najpierw swoimi żartami ze szkoły i narzucaniem się nauczycielowi, a potem z godnej podziwu postawy dla żony ukochanego i ocaleniem go własnym ciałem. Polubiłam tę dziewczynę, chociaż na początku nic na to nie wskazywało. Plus dla Karismy, która wyjątkowo korzystnie tu wyglądała (te kucyki i koszula nocna z pandą! <3), a co najważniejsze naprawdę dobrze grała.

Oldskulowa muzyka to jak zwykle jazda bez trzymanki.
Jak ostatnio nie słucham żadnej indyjskiej muzyki, tak teraz na pewno zbyt szybko nie przestanę Dil Ka Panchi Bole Kuku Kuku. Jakie to urocze! Jakie kochane! Jakie wpadające w ucho! Jakie Anil ma cudne kurtki! :D No i głos Kumara Sanu. <3


Jukebox razem z teledyskami do przesłuchania i obejrzenia.


Trochę przydługie i na początku niekoniecznie mi się podobało, ale po takiej przerwie od oldskuli łyknęłabym prawdopodobnie każdego gniota.
Fajne było, lubię takie naiwne klimaty, naprawdę dobrze się bawiłam, a Anil i Karisma stworzyli udaną parę.
Okularki Anila zindabad! <3 

Aa Ab Laut Chalen (1999) - Chodź, wróćmy
Rohan Khanna żyje razem z matką i dziadkiem, ojciec zmarł w wypadku, gdy był jeszcze mały. Skończył studia i poszukuje pracy. Z Ameryki w odwiedziny przyjeżdża jego stary przyjaciel, który zachwala tamtejsze życie i przekonuje, że szybko znajdzie miejsce zatrudnienia odpowiadające jego kwalifikacjom. Rohan daje się przekonać i jedzie do niego w ciemno. Okazuje się, że wszystko nie jest tak kolorowe, jak się wydawało.
Przyjaciel to oszust, który traktuje swoich rodziców jak niewolników i wcale nie chce pomóc. Rohan zaprzyjaźnia się z indyjskim taksówkarzem, który oferuje mu nocleg i jazdę taksówką. W taki sposób poznaje Pooję, Hinduskę, która przyjeżdża do brata. On również nie ma czystych zamiarów, chcąc wydać siostrę za swojego szefa, aby uzyskać awans. Pooja przyjmuje pomoc Rohana. Oboje mieszkają u Sardara i szukają pracy.
Rohan zmienia się, gdy dowiaduje się, że będzie mógł zostać w Stanach na stałe, w chwili dostania zielonej karty. Warunkiem jest poślubienie NRI. Odrzuca więc zakochaną w nim Pooję, angażując się w płytki związek z Loveleen i nie zauważając jak ogromną rolę w jego życiu zaczyna odgrywać chęć bogactwa.

Zdecydowanie za długi (albo to ja zdążyłam się odzwyczaić od trzygodzinnych filmów), ale zaskakująco dobry i z przesłaniem.
Niby od premiery minęło 17 lat i mówi o indyjskich emigrantach w Ameryce, ale nadal jest aktualny. Kto obecnie nie marzy o wyrwaniu się z małej miejscowości do wielkiego świata? O świetnych zarobkach? O poprawieniu warunków życia swojej rodziny? Kto nie zapomina o swoich korzeniach, przyjmując obcą kulturę?

Taki właśnie jest Rohan. Na początku naiwny, żyjący w ułudzie, że za granicą na pewno poradzi sobie lepiej niż w Indiach, gdzie może znaleźć pracy po studiach informatycznych. Korzysta z zaproszenia przyjaciela, ale wszystko wygląda inaczej niż się spodziewał. Dopiero z czasem uczy się nowych realiów, poznaje, co to praca jako taksówkarz, pracownik stacji benzynowej czy sklepu z donutami. Nie opuszcza go jednak pragnienie bogactwa, dlatego za wszelką cenę chce dostać zieloną kartę, a to umożliwi mu tylko ślub z NRI. Opuszcza przyjaciół, odrzuca Pooję, nie zauważając jak płytka jest Loveleen. Dziewczyna jest już w pełni zamerykanizowana, odrzuciła własną kulturę dla obcej, nadużywa alkoholu, wyzywająco się ubiera. Rohan przytomnieje dopiero w chwili, gdy jej przyjaciel obraża własnego ojca, który nie chce dać mu pieniędzy na spłatę długu. Swoją drogą świetna scena konfrontacji Rohana i Loveleen.
Przed seansem byłam pewna, że główną rolę gra Bobby, a tu Akshaye. Byłam trochę zawiedziona, ale szybko o tym zapomniałam, bo okazało się, że dał radę. Naprawdę niezła, dojrzała rola i dobrze rozpisana postać. Świetnie ukazał przemianę Rohana, jego wszystkie rozterki, pragnienie posiadania pieniędzy po uświadomienie swoich błędów, miłości do Poojy i wybaczenia ojcu. Takiego Akshaye mogę oglądać! Bardzo mi się podobał.

Pooja to niewinna, spokojna dziewczyna. Ufa bratu, a ten chce bez jej zgody wydać ją za swojego szefa, aby tylko uzyskać awans. Całe szczęście Pooja nie daje się wykorzystać, ale zostaje bez dachu nad głową i pieniędzy na bilet powrotny do Indii. Pomocną dłoń wyciąga Rohan. Pooja szybko się w nim zakochuje. Nie może zrozumieć jego błyskawicznej zmiany i zainteresowania głupiutką i uzależnioną od picia Loveleen. Gdy odrzuca jej uczucia, nie załamuje się, zaczyna opiekować się cierpiącym na samotność bogaczem. Nikt nie spodziewa się, że jest on ojcem Rohana...
Bohaterka Aishwaryi jest trudna do zdefiniowania. Z jednej strony godne podziwu jest to jak szybko godzi się ze swoją sytuacją, nie załamuje rąk, próbując sił, gdzie się da, ale z drugiej jest uosobieniem indyjskiej dziewczyny: skromna, dobra i szlachetna. Niewiele dało się z niej wykrzesać, więc i sama Aish wypadła dosyć blado. Jednak miło było ją zobaczyć na ekranie po dłuższej przerwie. Bez fajerwerków, ale mi się podobała. No i przede wszystkim uroczo wyglądała w parze z Akshaye, pasowali do siebie.

Suman Rangnathan przemilczmy. Nie dość, że Loveleen (co to za kretyńskie imię?) to pijaczka próbująca na siłę zmienić Rohana to jeszcze aktorka dramatycznie słaba. Z tego, co się doinformowałam to znana bardziej na południu, ale i na północy zaliczyła kilka epizodów. Wiki wspomina o Badal, Hum Tumhare Hain Sanam czy Baghban, ale nic mi to nie mówi, przeszła niezauważona.

Ważną sprawą jest również wątek ojca Rohana, który przed laty również uparł się na wyjazd w poszukiwaniu bogactwa. Zostawił rodzinę, w tym małego syna i gdy wszyscy myślą, że zginął w wypadku autobusu, on przeżył i spełnił marzenie o wyrwaniu się do wielkiego świata. Dopiero po pewnym czasie, drugim małżeństwie i nieudanym drugim synu, zdaje sobie sprawę, że to wszystko była mrzonka, że nie warto było poświęcać rodziny dla majątku, że nie odnalazł szczęścia, którego szukał. Nawet on po latach dostaje drugą szansę: na poznanie syna, na wybaczenie od żony, na otrzymanie wspaniałej synowej, o której zawsze marzył.

Oldskulowa muzyka to mój konik i otrzymałam wszystko, co lubię, a bardzo lubię duet Nadeem-Shravan. Była łączka, były zaloty Poojy do Rohana, gdy ten upierał się przy Loveleen, były smęty.
Jedyny plus z występu Suman to piosenka Pyar Ki Shokiya. Zdecydowanie najlepsza, wpadłam po pierwszym przesłuchaniu. No i te luźne bluzy Akshaye, ten strój w panterkę Suman. <3
Tylko Akshaye ogólnie głos Udita zupełnie nie pasuje. :P


Jukebox do przesłuchania razem z teledyskami:


To taki prosty i banalny film w swojej wymowie, a jednocześnie zaskakująco pouczający. Realnie przedstawia problemy emigrantów w nowym społeczeństwie. Bohaterowie dają nadzieję i uczą, że z każdych kłopotów jest jakieś wyjście, istnieją nie tylko źli ludzie, którzy chcą cię oszukać, ale także ci bezinteresowni, że nie wolno zapominać o swojej tożsamości, a los zawsze da drugą szansę. Może to naiwne, ale krzepiące.
Mi się podobało, a Akshaye łapie kolejnego plusa!

Ready (2011)
Rodzina za pomocą Guru-ji postanawia ożenić Prema z Pooją. Chłopak nie pali się do żeniaczki, więc z premedytacją czeka na dziewczynę na zupełnie innym terminalu, aby móc potem powiedzieć, że się nie zjawiła. Sytuację wykorzystuje Sanjana - uciekinierka z własnego ślubu, poszukująca schronienia, aby w spokoju poczekać na wyrobienie nowego paszportu.
Powoli zdobywa serce Kapoorów, a także samego Prema. Doprowadzenie do ślubu nie będzie jednak proste, bo ostatnim życzeniem matki Sanjany było, aby byli na nim obecni obaj skłóceni wujowie - mafiozi. Prem robi wszystko, aby doprowadzić do ich zgody.

Szkoda, że najpierw nie obejrzałam oryginału telugu. Genelia akurat zawsze mnie odstrasza, ale może był bardziej zjadliwy, no i miał Rama.
Ready to komedia, ale bardzo specyficzna i nie dla każdego. Niektóre dialogi były porażające, a efekty specjalne podczas walk rozkładały ze śmiechu. Pierwsza część była mocno słaba, ale w końcu wsiąkłam w konwencję, przestałam zwracać uwagę na absurdy, a zaczęłam się bawić. Wtedy nie traktowałam już tego filmu na serio i to było najlepsze, co można było zrobić. Druga połowa okazała się nagle prześmieszna, choć niemniej idiotycznie absurdalna.

Salman jak na niego był naprawdę zjadliwy. Komedia, ale nie pajacował jak to on potrafi. Bardziej irytowała Asin. Sanjana na początku grała Pooję, jak to ją sobie wyobrażał Prem, ale strasznie drażniła mnie jej maniera, wrzaski i pyskujące odzywki. Potem praktycznie zniknęła i dobrze.

Co by nie mówić o poziomie to było kilka naprawdę zabawnych sytuacji. Zwłaszcza pomyłka kapłana, który wziął psa za Pooję przezabawna. Zaproszenie go do stołu, bo podano ulubioną potrawę Pooji i jego oburzenie, że zamierzają go nakarmić karmą dla psów. :D Skleroza ojca Prema i niemożność przypomnienia najprostszych słów też rozbrajająca.

Ale najlepsze i tak były nawiązania, czyli coś co tygryski lubią najbardziej! A wyłapałam te do K3G, Hum Aapke Hain Koun...! (tak, Madhuri jest wszędzie), Phoolan Devi, Mughal-e-Azam, Sholay, Shree 420 czy też postaci Bhappiego Lehriego.
W gościnnych występach wystąpili również Ajay Devgan, Arbaaz Khan, Zarine Khan, Chunky Pandey, Sanjay Dutt czy Kangana Ranaut.

Kompozytorem muzyki jest Pritam, więc bez zapożyczeń się nie obędzie.
Już podczas pierwszych taktów Character Dheela miałam wrażenie, że gdzieś to już słyszałam. Mądra ciocia wiki podpowiedziała, że to Mohabbat Naam Hai Kiska z Ajnabee z Bobby'm i Kareeną. Najzabawniejsze, że nigdy wcześniej nie słyszałam tej piosenki i nie oglądałam filmu. Chyba po prostu już na odległość wyczuwam zżynki Pritama. :P Ale rzeczywiście coś w tym jest, refreny podobne.
Z kolei Dhinka Chinka to już legalne zapożyczenie od Deviego Sri Prasada i piosenki Ringa Ringa z Aryi 2.
Do posłuchania zdecydowanie najlepsze Character Dheela. Zarine to taka kopia Katriny, że się patrzeć nie da.

Jukebox:


Zawsze gdy oglądam filmy indyjskie ze współlokatorką to okazują się słabe, a ja mam potem wyrzuty sumienia, że zamiast pokazać coś naprawdę godnego uwagi to widzi coś, do czego ja sama już nigdy później nie wrócę. Może następnym razem.
Szybko, boleśnie, do zapomnienia.